FANDOM

Użytkownik Fandomu
  Wczytuję edytor...
  • Jak w The Sims 4 zdobyć umiejętność koszenia? Odpowiedz proszę ;)

      Wczytuję edytor...
  • Dzięki wielkie :O Blok za wyrażanie opini (y)

      Wczytuję edytor...
    • Zobacz wszystkie odpowiedzi (7 odpowiedzi)
    • ts4 DOPIERO WYSZŁA? :000 NIE ŻARTUJCIE SOBIE BO MINEŁO PRAWIE 5 MIESIĘCY A WY NADAL STRONA GRYI JAKIEŚ MALUTKIE WZMIANKI O RODZINACH ;0

        Wczytuję edytor...
    • Jaga b1 napisał(a): ts4 DOPIERO WYSZŁA? :000 NIE ŻARTUJCIE SOBIE BO MINEŁO PRAWIE 5 MIESIĘCY A WY NADAL STRONA GRYI JAKIEŚ MALUTKIE WZMIANKI O RODZINACH ;0

      SAMA TWÓRZ nie jesteśmy MUŁAMI KTÓRE ROBIĄ WSZYSTKO OD RANA DO NOCY, TO JEST WSPÓLNA ENCYKLOPEDIA KTÓRĄ TWORZĄ I ADMINISTRATORZY JAK I ZWYKLI USERZY, JAK TY NIE POTRAFISZ NIC INNEGO ROBIĆ A TYLKO CZYTAĆ TO TU SIĘ NIE NADAJESZ!

        Wczytuję edytor...
    • Użytkownik Fandomu
        Wczytuję edytor...
  • Chcę z Tobą pogadać, nie chcę abyś odchodził przez sprzeczkę wynikającą z nieporozumienia (jestem pewna, że zarówno Ty jak i Karu macie dobre intencje i cała kłótnia poniżej to efekt nieporozumienia i być może gorszego dnia). Daj znać przez SMS/czat. :c

      Wczytuję edytor...
  • Znacznik <includeonly> daje automatycznie wpis do kategorii. Dałem go do szablonów po to by od razu te pliki, gdzie będzie dodana licencja miały z automatu jakąś kategorię i nie wisiały w Specjalna: Nieskategoryzowane. Po to dodawałem ten znacznik, który z sobie tylko znanych przyczyn usunąłeś. Jeśli mi nie wierzysz to zapytaj Sandy. tu masz kurs HTML i objaśnione co za co odpowiada

      Wczytuję edytor...
    • Zobacz wszystkie odpowiedzi (7 odpowiedzi)
    • Cechą ludzi dorosłych i dojrzałych (A za taką Ciebie uważałem) jest przyjmowanie krytyki i wyciąganie wniosków. Na HPW nie minął miesiąc od kiedy zostałem administratorem, a już miałem krytyczne wiadomości, jednak nie odszedłem.

        Wczytuję edytor...
    • I znów to samo. Dwóch użytkowników kłóci się o błahostkę, po czym jedno z nich odchodzi. Proszę Was, przestańcie się nawzajem obwiniać i mieć do kogoś żal o rzeczy naprawdę nieistotne (piszę tutaj DO WSZYSTKICH). Zawsze zaczyna się od drobnej uwagi, która niespodziewanie przeistacza się w obrazę lub zostaje przez kogoś błędnie zinterpretowana.

      Nie zamierzam się doczepiać do Waszych prywatnych spraw i relacji, lecz prosiłabym was tylko o jedno: o nieprzenoszenie tego na wiki. Jeśli ktoś nie żywi sympatii do danej osoby, niech będzie wobec niej obojętny i tak samo w drugą stronę. Możecie wskakiwać sobie do gardeł na Facebooku lub innym portalu. Wszędzie byle nie tutaj, ponieważ nikt z nas nie lubi wysłuchiwać awantur :/

        Wczytuję edytor...
    • Użytkownik Fandomu
        Wczytuję edytor...
  • Wejdziesz?

      Wczytuję edytor...
  • Szczęśliwego Nowego Roku - piszę to dzień przed sylwestrem, bo za parę godzin jadę :3

      Wczytuję edytor...
  • Niech twoja kolęda aż do nieba leci,

    Niech gwiazdka zapłonie, choinka zaświeci!

    A moje życzenia spełnia się szybko,

    Więc spokojnie usiądź przed smażona rybką!

      Wczytuję edytor...
  • jw

      Wczytuję edytor...
  • Przytrafiła mi się wczoraj bardzo paranormalno-kryminalna historia.

    W mojej klatce mieszkała pani Ela, słusznego wieku kobieta, która kiedyś pracowała podobno jako księgowa w administracji osiedla ale od jakichś 20 lat była na emeryturze i tylko z okna księgowała podwórkowych sebów na policję za walenie browarów. Jak byłam mała to jeszcze ogarniała i potrafiła nas ganiać po całym osiedlu za kopanie piłką o ścianę ale ostatnie kilka lat to już ledwo chodziła, przestała poznawać sąsiadów i w końcu spadła z rowerka kilka miesięcy temu. Dostała zawału jak wchodziła po schodach i tak ją sztywną znalazł sąsiad. W sumie nic dziwnego, że jej serce nie wytrzymało tego dymania po schodach bo ważyła ze 150 kilo. Wielka była jak kontener.

    No i teraz się zaczyna najdziwniejsze bo wczoraj przyszedł do mnie listonosz z listem poleconym z licbazy (że mnie wywalają jak się potem okazało) a jako, że ten listonosz u nas śmiga po dzielni już z 10 lat to zawsze się z nim zamieni dwa słowa jak przyjdzie, bo to taki janusz-śmieszek co emerytki zawsze spyta o stawy a facetom opowie jakiś świński kawał xD No to gadam z listonoszem, pytam czy dużo pracy jeszcze czy już kończy i do domu a on mówi, że moja klatka ostatnia tego dnia i zaraz leci do brata na wódkę tylko musi jeszcze emeryturę pani Eli zanieść. Mówię mu, hehe panie pan to jesteś jajcarz nie xD a on, że owszem, pożartować lubi ale z emeryturami żartów nie ma bo tam się wszystko musi zgadzać jak w szwajcarskim zegarku, bo jak coś się nie zgodzi to mu po pensji polecą. No to mówię, że przecież Ela pół roku już w grobie, to jak on jej zamierza emeryturę dać chyba na cmentarz zanieść i pod lastryko włożyć, jeszcze sąsiad przechodził to też potwierdził, że ona już dawno martwa.

    Listonosz na nas z mordą, że jak kurde martwa jak on jej miesiąc temu emeryturę przynosił i osobiście mu odbiór kwitowała. Tłumaczymy mu z sąsiadem jak komu dobremu, że panie, pan chyba jakąś wódkę dzisiaj już piłeś z tym bratem bo Ela to już przed Wszystkich Świętych ducha oddała na tychże schodach, po których pan stąpasz. Własnoręcznie ją sąsiad znalazł i na karetkę zadzwonił, każdy w klatce to powie. A listonosz, że chyba sobie kpimy z niego i on nawet ma przy sobie pokwitowanie jeszcze i może poświadczyć nim, no i faktycznie wyciąga papier z datą 04.03.2014 i podpisem Eli, że 1370zł emerytury przyjęła.

    Tego już było za wiele i się wszyscy zlękliśmy nie na żarty co tu się odp... dzieje. Jak zmarli z grobów wstają i pobierają świadczenia to się przecież cały ZUS rozwali w luj. A jak ZUS walnie to i poczta bo przecież emerytury i renty to dla nich połowa roboty.
    Mówię, panowie, idziemy do Eli komisyjnie i sprawdzimy o co chodzi. Jak będzie żywa to ją ochrzanimy za te żarty a jak martwa to emeryturę bierzemy na troje i cztery litery cicho. No to poszliśmy, tłuczemy w drzwi ale nikt nie otwiera no to mówimy z sąsiadem, że pani listonoszu jak to jajca były to panu mordę obijemy a on, że przecież by Eli podpisu nie fałszował bo to jest z miejsca kryminał i on w dodatku jest urzędnikiem państwowym, zaufania publicznego osobą.

    Nagle słyszymy, że zamek się otwiera w drzwiach i wychodzi Elka we własnej, grubej osobie. Już nawet długopis ma w ręce żeby kwitować odbiór pieniędzy. Z sąsiadem to aż na półpiętro zasunęliśmy taki nas strach wziął. Ela łapę po pieniądze wyciąga a listonosz, że mówił przecież żyje i kto tu jest pijany i kto komu w twarz da za dowcipy głupie. My lecimy do Eli i pani Elu, żądamy wyjaśnień bo przecież pan Staszek tutaj panią przed Wszystkich Świętych jeszcze martwą znalazł. Ale Elka przeklęta nic nie mówi tylko głową jakoś tak kręci, twarz ręką zasłania. Złapałam ją za chabety i krzyczę już rozgorączkowana, co się do licha dzieje, co. A ona do mnie takim grubym głosem żebym ją puściła. No to już było widać, że coś jest nie tak, sąsiad doskoczył i się zaczęła szamotanina, Elka mnie chciała w twarz dać ale nie trafiła i dostał listonosz, to już we troje ją szarpiemy. Nagle jej spod ubrania poduszka wypada, potem druga, peruka z głowy spada, Elka się rozprostowała jakoś i już jest wyższa ode mnie- myślę, ja pier...niczę chyba się transformuje w coś i mnie kurna zeżre żywcem. Odskoczyliśmy od niej, patrzymy, a to normalny facet przed nami stoi, tylko umalowany. Był to aktory teatralny i telewizyjny Artur Żmijewski, który ewidentnie podszywał się pod nieboszczkę żeby wyłudzać emeryturę. Wygląda na to, że będąc odtwórcą roli ordynatora Burskiego w emitowanym od 1999 serialu Na Dobre i Na Złe wykorzystał swoje znajomości w kręgach okołomedycznych żeby załatwić, że akt zgonu Eli nie został wysłany do do ZUS.

    Postawiliśmy Żmijewskiemu ultimatum, że albo dzwonimy po policję albo znika i nigdy więcej się u nas na osiedlu nie pokazuje a on mówi, że dobra dobra po co te nerwy damo i panowie, już sobie idzie przecież nie ma co robić scen. Jak już wychodził to jeszcze go listonosz zawołał żeby jeszcze autograf dał dla żony bo jest fanką Ojca Mateusza. No to Żmijewski, że jasne nie ma sprawy, cokolwiek pan zechce, i mu autograf dał. Tylko zauważyłam, że mu listonosz do tego autografu podsunął pokwitowanie za emeryturę, i teraz pewnie te 1370 z bratem przepija.


    Teraz Twoja kolej! (Przekleństwa cenzurujemy, a płeć i opis dostosowujemy pod siebie.)
    Powodzenia!

      Wczytuję edytor...
    • Zima idzie a ja w starych adidasach już miałem dziurę taką, że można było 2 palce wsadzić więc po miesiącu wyrzeczeń dzięki którym zaoszczędziłem pieniądze, poszedłem wczoraj do galerii handlowej kupić sobie porządne buty na zimę. W sklepie CCC znalazłem pic rel. Solidne wykonanie, przystępna cena, modny wygląd- nie zastanawiałem się długo. Wróciłem z butami do domu, pochodziłem w nich po pokoju, poprzeglądałem się w lustrze i czułem dobrze. Jeszcze je solidnie zaimpregnowałem, żeby nie przepuszczały wody i się nie niszczyły.

      Dzisiaj poszedłem w swoich nowych butach na uniwersytet. Czułem się dzięki nim bardziej pewny siebie, jak siedziałem na korytarzu to nogi wyciągałem daleko, żeby ludzie lepiej widzieli jakie mam eleganckie buty.
      Po zajęciach czekam na przystanku na Krakowskim Przedmieściu na autobus a tu z kawiarni wychodzi znany podróżnik katolicki Wojciech Cejrowski. Elegancko ubrany a nie w jakąś tam koszulę hawajską, z egzotycznych motywów to miał tylko w ręce taki kubeczek na yerba mate.
      Popatrzył się na mnie, na moje buty i podchodzi i zagaduje, czy te buty to są te z CCC za 139,00zł.
      Ja mu zadowolony mówię, że tak panie Wojtku, te same dokładnie, i że miło, że pan zauważył.
      Cejrowski na to powiedział tylko
      >Śmieć
      Mi szczęka opadła i nie wiem o co chodzi. Cejrowski pyta, którego wyrazu nie rozumiem "śmieć" czy "śmieć". No to ja mówię, że obydwa rozumiem tylko nie wiem dlaczego tak mówi. Cejrowski mówi, że dlatego, że tylko śmieć może nosić takie chujowe, biedackie buty. Że on do dzikich krajów jeździł i tam ONZ i Czerwony Krzyż takie buty przysyłał dla biednych ludzi za darmo i nawet oni nie chcieli w nich chodzić tylko wyrzucali. I że nawet było specjalne posiedzenie komisji UNICEF, że nie wolno głodnym dzieciom takich gównianych butów dawać, więc tam przestali wysyłać tylko do sklepów do Polski.
      Ludzie na przystanku śmiechają pod nosami i się patrzą na moje buty, ja już gula w gardle i staram się jakoś jeden za drugim schować ale to nic nie daje. Ale jednak pomyślałem, że nie dam sobą pomiatać nawet znanemu człowiekowi i krzyczę na Wojciecha, że on sam przecież boso przez świat chodzi więc nie ma prawa się do moich butów przypierdalać.
      Cejrowski w śmiech i mówi, że boso to on chodzi w eleganckich krajach zagranicznych a nie w Polsce gdzie co 5 metrów można w psie gówno wejść albo jakąś strzykawkę z HIV, i że po Polsce to on chodzi w porządnych butach i pokazuje mi swoje buty z jakimiś frendzlami, paskami, dolce&gabana i że nawet taki guzik mają, że jak go lawina przysypie w tych butach to on ten guzik naciska i go wtedy można znaleźć pod śniegiem.
      Ja nie daję za wygraną i krzyczę, że przecież on jest człowiekiem wierzącym gorliwie i że Pan Jezus chodził boso albo w jakichś rozpadających się sandałach więc dlaczego on mnie obraża. Cejrowski na to, że z tymi sandałami Jezusa to lewacka propaganda II Soboru Watykańskiego i Jezus obuwie dobierał bardzo starannie, i jakby teraz zszedł na ziemię znowu i mnie w takich butach zobaczył to by mi w mordę przypierdolił.
      Ja cały czerwony, nie wiem co powiedzieć, ludzie ryczą ze śmiechu a Wojtek Cejrowski mówi, żebym się zachował jak biały człowiek honoru i te buty zdejmował i wypierdolił. No to ściągam te buty, cały już zaryczany bo tak mi było ich szkoda i odkładam do kosza na śmieci na przystanku delikatnie, bo je chciałem wyjąć jak Cejrowski pójdzie.

      Stoję na śniegu w samych skarpetkach, nogi aż pieką od zimna, autobus powoli nadjeżdża, chciałem szybko buty złapać i wskoczyć do środka ale jak się rzuciłem do śmietnika to Wojciech mi zagrodził drogę i powiedział, żebym miał trochę godności. Wsiadłem bosy do autobusu, przejechałem jeden przystanek, wysiadłem i biegiem lecę spowrotem buty zabrać. Grzebię w śmietniku, wszystkow wyrzucam z niego ale butów nie ma. Pytam ludzi co stali na przystanku, czy butów ktoś ze śmietnika nie zabrał a oni mówią, że tak, że znany podróżnik Wojciech Cejrowski tutaj był i wziął buty i powiedział, że jedzie na ryzykowną wyprawę do Nepalu i w sam raz będzie miał buty eleganckie i niezawodne.
      A ja będę całą zimę biegał w starych adidasach.

        Wczytuję edytor...
    • Byłam bardzo słabym uczniem, jednak zdawałam z klasy do klasy. Nauczyciele często ułatwiali mi zdanie, dając mi do zrobienia jakieś zadanie dodatkowe, albo pytając z czegoś po lekcjach (żeby klasa się ze mnie nie śmiała). Nauczycielka od matematyki, pani Jadwiga była dość starą i wymagającą nauczycielką, jeżeli ktoś się nie uczy - nie zdaje. Tego dnia na poprawę czekało sporo osób a ja byłam pierwsza w kolejce. Pani Jadwiga siedziała przy biurku. Patrzyła na mnie swoim mrocznym wzrokiem. Usiadłem po przeciwnej stronie biurka. Ona zadała mi pierwsze pytanie, na które na szczęście znałam odpowiedź. Pani Jadwiga często zakrywała twarz dłońmi, i ciężko wtedy wzdychała. To samo zrobiła i teraz, zdjęła swoje okrągłe okulary, zakryła twarz dłońmi mówiąc "Dobrze.", po czym ciężko westchnęła. Robiła tak bardzo często, jednak teraz lekko się to różniło. Czekam 10 sekund, 15, minutę a ona dalej w bezruchu.
      Co się dzieje? - pomyślałam z niepokojem.
      Czy pani mnie słyszy? - nie odpowiedziała. Nie wiem co mi odwaliło, ale postanowiłam sprawdzić puls. Okazało się że nie żyje. Spanikowałam, złapałam ją i schowałam w szafce z przyborami którą zamknęłam na klucz który następnie połknęłam. Następnie sprawdziłam co takiego trzyma w reklamówce z biedronki. Okazało się że to były jej ubrania, oraz berecik. Często robiła pranie w szkole. Szybko się przebrałam, założyłam okulary które zostawiła na biurku oraz berecik żeby nie zauważyli moich długich włosów i poprosiłam następną osobę na poprawę. Głównie byli to dresiarze i świnie które się ze mnie śmiały. Nie przepuściłam do następnej klasy ani jednej osoby. Od tamtej pory żyję jako pani Jadwiga. Mieszkam u niej w domu, pracuję jako wymagająca nauczycielka matematyki. Boję się przyznać mamie do tego co się wtedy stało.


      Ej, nie ocenzurowałeś przekleństw. ;-;

        Wczytuję edytor...
    • W zeszłym tygodniu przyjąłem propozycję napisania artykułu dla pewnego poważnego miesięcznika zajmującego się harmonią duszy i ciała, parapsychologią, rozwojem wewnętrznym, horoskopami, zdrowiem i urodą.
      Miałem oddać 12 tysięcy znaków ze spacjami na temat nazistowskich tajnych baz wojskowych w Nowej Szwabii na Antarktydzie. Redakcji zależało na tym, abym nie opierał się na taniej sensacji, tylko używając konkretnych faktów udowodnił, że w 1946 r. niemieckie latające spodki o napędzie antygrawitacyjnym, pilotowane przez Hitlera i Martina Bormana, wyleciały z położonego cztery kilometry pod lodem jeziora Wostok, zaatakowały przepływające opodal amerykańskie statki, po czym oddaliły się w stronę Księżyca. Powiedziałem redaktorom pisma, że nie będzie z tym żadnego problemu.
      Polecono mi spotkanie z pewnym człowiekiem, który miał być znawcą tematu. Spotkaliśmy się w barze mlecznym "Bambino" przy ulicy Kruczej. Zamówiłem pomidorową z ryżem, a mój informator - knedle ze śliwką i Fantę. Wydał mi się podejrzany. Zadałem mu pytanie, na jakiej podstawie uznaje się go w redakcji za specjalistę od UFO na Antarktydzie. Odpowiedział, cytuję: "bo ja byłem w tych bazach. Wszystko widziałem".
      Zapytałem, czy miał okazję latać nazistowskimi spodkami. Odpowiedział oczywiście, że tak.
      - I jak się lata takim spodkiem?
      - Podróżował pan kiedyś z prędkością 2000 kilometrów na godzinę?
      - Chyba nie.
      - Wie pan, to trudno opisać. Silnik zmienia strukturę czasu dokoła pojazdu, więc nie czuje się nawet, ile trwa taki lot.
      - Czy leciał pan spodkiem z Hitlerem?
      - Niech pan się nie wygłupia, Hitler już nie żyje. Ale mam z nim kontakt na planie astralnym.
      Rozmawialiśmy jeszcze prawie godzinę. Dowiedziałem się między innymi o znajdujących się wokół naszej planety czarnych dziurach, które zmieniają czasoprzestrzeń i służą nazistowskim spodkom do międzygalaktycznych podróży. Nie pytałem już, czy mój informator był w innej galaktyce. Wydało mi się to oczywiste. Na koniec podaliśmy sobie ręce, a znawca tematu spodków spojrzał mi w oczy i powiedział: "niech pan uważa na Koziorożce". Podziękowałem za radę i wyszedłem.
      Artykuł napisałem zaraz po powrocie do domu. Było w nim wszystko: podwodne bazy i lądowiska niemieckich statków kosmicznych, wejście do wnętrza Ziemi i znajdujący się w niej tajemniczy kontynent Agharta, na którym żyją i walczą z nazistami potomkowie mieszkańców Atlantydy; wyjaśniłem też budowę maszyny do podróży w czasie, napędu antygrawitacyjnego oraz broni psychotronicznej, łącząc odkrycie tych technologii z pozazmysłowym przekazem od kosmitów z gwiazdozbioru Lutni. Opisałem dokładnie, jak lata się pilotowanym przez Hitlera spodkiem i jak wyglądają bazy nazistów na Księżycu.
      Wysłałem tekst do redakcji i położyłem się na tapczanie. Po paru godzinach dostałem maila: "Szanowny Panie Karolu, niestety zdecydowałem się nie opublikować Pańskiego artykułu. Profil naszego pisma nie jest stricte naukowy, interesuje nas bardziej fiction niż science. Pański tekst jest moim zdaniem zbyt akademicki, analityczny, za dużo w nim faktów, a za mało miejsca dla czytelnika na puszczenie wodzów fantazji. Mam jednak nadzieję, że będziemy jeszcze mieli okazję z Panem współpracować. Pozdrowienia".


      Tamto było za długie, nie chciało mi się czytać :/

        Wczytuję edytor...
    • Wiedząc o tym, jak wielką popularnością cieszą się na Facebooku anegdoty o dresach, wybrałam się wieczorem na Pragę Północ w celu znalezienia tematu na status, który zbierze dużo lajków.

      Miałam szczęście, udało mi się to już w okolicach Wileniaka. Bałam się, że będę musiała iść aż na Szmulowiznę, gdzie niedawno jeden mój kolega trafiony został cegłą w głowę, kiedy jechał tramwajem. Tłumaczył potem, że sam sobie jest winien, bo niepotrzebnie siadał przy oknie, mnie jednak pozostał pewien absmak.

      Upatrzyłam sobie piękną, rozpadającą się kamienicę przy ulicy Wileńskiej obok sklepu monopolowego i czekałam przyczajona za drzewem jak ten wilk na Kapturka. Już po paru minutach z bramy wyszło młode małżeństwo z dzieckiem. „Niech to będzie patologia, niech to będzie patologia” - powiedziałam cicho do Boga.

      Bóg mnie wysłuchał. Natychmiast po wyjściu przed kamienicę, młoda dama w ciąży zapaliła papierosa, dziecko zaczęło sikać na stojący obok samochód, a jego tata poszedł do sklepu po piwo. Kiedy wrócił, otworzył jedną puszkę i podał żonie, drugą dziecku, a trzecią zaczął pić sam. Serce biło mi szybko z podniecenia.

      Jak tylko tata skończył pierwsze piwo, otworzył drugie. Jak skończył drugie, wyjął z reklamówki trzecie, ale już w butelce. A nie miał otwieracza. Złapał więc dzieciaka za kark, wsadził mu szyjkę do dzioba, między zęby, a następnie silnym uderzeniem dłonią w czubek głowy otworzył butelkę.

      Niestety piwo się przy tym trochę rozlało, a dzieciak połknął kapsel i zaczął się dusić. Tata pogłaskał syna po głowie, żeby wytrzeć sobie rękę i odszedł na bok. Matka jednak postanowiła mu pomóc: równie mocno, co tata w głowę, walnęła go w plecy i małolat wypluł kapsel na ulicę. „Panie Jezu, ile z tego będzie statusów” - pomyślałam, uradowana.

      Aż tu nagle zauważyłam, że niedaleko mnie stoi i obserwuje wszystko ktoś inny. Chłopak, do mnie podobny: młody, modny i z telefonem w ręku. Notuje coś tam, na tym telefonie. „Chamie” - myślę. „Tylko mi temat na status ukradnij.”

      Patrzę dalej, jednym okiem na małżeństwo, drugim na złodzieja lajków. Tata z Wileńskiej kończy piwo i rzuca pustą butelką w jadącego na rowerze staruszka. Staruszek spada z roweru, z kieszeni wypada mu nóż, na który niefortunnie się nabija i umiera. Złodziej lajków notuje na telefonie. Zaczynam się pocić.

      Do martwego staruszka podchodzi grupka dziewczyn z telefonami i robi mu zdjęcia. Całe szczęście, że nie używam Instagrama, musiałabym tam teraz biec i też robić. A tak patrzę na tatusia wileńskiego, a on zaczyna się kłócić z żoną i bić ją po twarzy. Patrzę na złodzieja: złodziej notuje. Ale nic. Ja też piszę.

      Tata rzuca żoną o elewację kamienicy, pęka jej czaszka, odchodzą wody i zaczyna rodzić. Dziecko płacze, biega dokoła jak oszalałe. Tata wsiada do samochodu. Jest pijany, myli biegi. Samochód gwałtownie cofa i przejeżdża dziecko. Matka zaczyna płakać. Krzyczy do męża:

      - Co ty robisz, debilu?! Dziecko mi zabijesz! Na co on opowiada: - Dobra tam, nowe ci zrobię!

      I odjeżdża na wstecznym w kierunku cerkwi Świętej Równej Apostołom Marii Magdaleny.

      „To jest to” - myślę. „Tego szukałam, status idealny.” Ale złodziej lajków, też cały zajarany, już chowa telefon do kieszeni i odchodzi, pogardliwie się uśmiechając. Po prostu mi, zwyczajnie, temat ukradł i sam status napisał i lajki teraz zbierze.

      Dlatego proszę: jeżeli przeczytacie o tym, co tutaj, gdzie indziej - nie lajkujcie. Pies mu na grób.

        Wczytuję edytor...
    • Użytkownik Fandomu
        Wczytuję edytor...
  • Słodki Meowth :3

      Wczytuję edytor...
Daj okejkę tej wiadomości
Przyznano okejkę tej wiadomości!
Zobacz kto dał okejkę tej wiadomości
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.